wtorek, 1 listopada 2011

piąty element


ostatni dzień października był dobry (; od rana z Szlochą, pobawiliśmy się w kucharzy ; D hahah potem doszła Czeska z Arletą i wgl w parku się powygłupialiśmy troszkę ; D jest trochę zdjęć, ale mam tylko dwa i to ściągnięte z fb. mrau. wieczór spędziłam z Dziobem na oglądaniu władcy pierścieni ; D
ciężko uwierzyć, że nie ma października. nie ogarniam, ten czas tak leci... listopad - to słowo przynosi przykre wspomnienia. nie sądziłam, że kiedyś ten miesiąc znowu nadejdzie o.o dopiero teraz uświadomiłam sobie, że prawie wyrzuciłam go z pamięci. niesamowite co potrafi zrobić mój mózg, kiedy coś go zasmuca. hm, ciekawe. no ale jest przynajmniej zadanie na następne 30 dni - sprawić, że ten miesiąc będzie tak zajebisty, że zapomnę zupełnie o poprzednich listopadach. o taaaak ; D

nie przepadam za tym dzisiejszym świętem. tak miło odwiedzić zmarłych i wgl, ale cmentarze są zapełnione, jakąś szopkę z tego robią. odpuściłam sobie cmentarz w Chrostkowie, potem pojadę na Komunalny, a wieczorem przejdę się z Parówczakami na ten stary. ; D może powinnam się uczyć, ale jakoś nie czuję potrzeby. jak mi się zachce to potem wezmę się za historię.

jestem sama z muzyką, chwilo trwaj.