sobota, 3 grudnia 2011

OLGA JEST NIEPOWTARZALNA 
OLGA JEST CUDOWNA
OLGA JEST WSPANIAŁA

z buta wjeżdżam


nie wiem od czego zacząć. nawet nie wiem, co mam pisać. hmm u mnie jest ok. w szkole trochę lipy, takie życie. piątek głównie z Anią *;  kurde, te historie życia :D jeszcze trochę ludków się przewinęło. sobota zapewne jak zawsze z downami *; hyhy nocka być może z Mileną *;


pierzeeeeeeeesz mi głowę. odpuść już

poniedziałek, 28 listopada 2011

by the way

lubię je.
skoro jutro idę do szkoły to mam dużo do nauki... chciałabym włączyć sobie jakiś film, ale niedyrydy, może później... jak ja tego nie znoszę, szkoła zawsze psuje mi plany. jutro ciężki dzień. pewnie się nastresuję troszkę, no ale takie życie. słucham sobie Red Hot Chili Peppers i zbieram się na wkuwanie historii i chemii. ah jak milusiooo ._. weekendu, weekendu!


CZESKA ODKRYŁA MÓJ SENS ISTNIENIA.
mam mentora

czwartek, 24 listopada 2011

pozostać tym, kim się jest w rzeczywistości albo poddać się nieznanej przyszłości


nie wiem jak to określić. głupia potrzeba, żeby pokazać całą przykrość, którą mi sprawiono, a z drugiej strony walka z samą sobą. tak długo trzymaliśmy się razem, żeby w końcu być w dwóch różnych obozach. zdajesz sobie sprawę? jest progres, jak nigdy. ale końcem końców ani Ty, ani ja nie podejmiemy ostatecznej decyzji. i tak dużo osiągnęłam, a teraz wyrzucam to wszystko ze swojej głowy, bo tak musi być. raz na zawsze, po prostu ostatni raz kiedy o tym myślę i koniec... do nowego roku ma się to skończyć, głupie wyrzuty sumienia, spojrzenia, przemyślenia i reszta tych bzdur. nie jest mi to już potrzebne. jestem na tyle dobra, żeby wybaczyć, ale nie na tyle głupia, żeby zaprzątać sobie tą sprawą umysł. potrzebuję tylko trochę czasu. za miesiąc święta. założę się, że wolne zmieni wszystko tak, jak ja chcę żeby było ;)

muszę się wziąć za odnawianie starych znajomości, bo brakuje mi tych osób.

niektórzy ludzie są po prostu okropni. kurde, jak bardzo trzeba mieć nasrane w głowie, żeby zachowywać się wobec obcej osoby, której w ogóle nie znamy w ten sposób? jakaś metoda na dowartościowanie się? po co uogólniać, że wszyscy są tacy sami? przecież każdy jest inny. jak można obrażać kogoś nic o nim nie wiedząc, tylko od razu szufladkowanie, że ten to jest taki, a tamta taka...jak tępym trzeba być, żeby słuchać muzy, która czegoś uczy, a w życiu codziennym być egoistycznym frajerem? skoro przekaz nie dociera, to znajdź sobie coś bezsensownego, żeby tylko fajnie brzmiało i czas umilało, albo zastanów się nad sobą. aż szkoda słów.

tymczasem nasmerfiam grammatik i zatracam się w rozmyśleniach, czas znaleźć sobie konkretne zajęcie. nie, nie poszłam do szkoły, znowu ; D ostatnio oglądam sporo filmów. głównie z ciekawości o czym są. łatwo mnie dużo rzeczy nudzi, np te filmy, ale i tak je kończę, chociażby z przyzwyczajenia. pójdę może się z psem przejść ;)

niedziela, 20 listopada 2011

kradnę te dusze, choć nie muszę


będę wracała do tych i jeszcze starszych zdjęć, bo je lubię.
weekend minął mi miło (; piątek jak to piątek -  z pampuchami, sobota z Anią, trochę kina, potem trochę gdzieś tam, sobotnio - niedzielna noc przed tv, no i teraz zbieram siły na poniedziałek. ogólnie to źle się czuję, zęby mnie strasznie bolą po dentyście i nie mogę wytrzymać, mam nadzieje, że szybko minie. nie mogę nic gryść, jedynie jem jakieś papki i piję wodę. bardzo nie chcę jutra i wtorku, dopiero w środę będę mogła trochę odetchnąć od nauki. teraz będę musiała się wziąć na fizykę, a tak korci mnie włączenie jakiegoś filmu ._. nie przepadam za niedzielami.  nie sądziłam, że to kiedyś powiem, ale chcę już święta.

kupiłam sobie w końcu jakąś książkę. tzn nie jakąś tam, tylko taką, na którą czekałam 3lata. DZIEDZICTWO tom 1 <3 ogólnie to jest to 4 część opowieści o przygodach smoczego jeźdźca Eragona, może ktoś widział film kiedyś, albo kojarzy. na ogół to ludzie nie wiedzą, że 'Eragon' to tylko pierwsza część. trochę lipa, że nie nakręcili 'Najstarszego', ani 'Brisingra', ale no takie życie. także tego, polecam całą serię

czwartek, 17 listopada 2011

maxsuperhipermegaMC, trzymam cie rece


moj sen już przesądził o tym, czego dzisiaj slucham. dzień w szkole calkiem ok, wpadły 4 ocenki, nienajgorsze ; D jeszcze jutro i troszke wolnego. jakoś tak na geografii doszłam do wniosku, że szkoła nie jest  aż tak bardzo zła, bez kitu ; D pewnie jutro na polskim mi przejdzie już te twierdzenie. tymczasem parę fotek z niemca

 tą focisze wstawiam tylko ze względu na ponętną minę Milesi,
pewnie kierowaną do Adasia c:





po obejrzeniu Incepcji (tak, szybka jestem), uznałam, że jest fajniusi, się wróci do niego jeszcze kiedyś. mam niby od paru dni perspektywę na Czerwonego Smoka, ale tak jakoś nie mogę się za to wziąć. mój agent doprowadza mnie do szału, ile można czekać na głupi grafik na ten weekend? ._.

środa, 16 listopada 2011

zmienianie miejsc, teleportowanie się w przestrzeni fokuspace

stare w kij to

dobra, czas coś tu napisać, zanim zupełnie przestanę używać bloga. z resztą przestaję wierzyć w ideę prowadzenia czegoś na necie, wszystko mnie już nudzi. powiedzmy, że to dzięki szkole i pogodzie. mimo tego, że jest zimno i niestety muszę łazić w znienawidzonej ciepłej odzieży, by bym zamarzła, to lubię parę z ust jak coś mówię ; D u mnie jakoś tak ostatnio nwm, normalnie? no chyba. raz dobry humor, raz nie bałdzo, z resztą zazwyczaj mam wywalone na ten cały humor, nawet o tym nie myślę. nie przeszkadza mi, że się ciemno szybko robi, ale denerwuje mnie, że jest godz 17, a nikt nie wyjdzie 'bo jest ciemno, albo nie może' o.o ciężko mi ogarnąć to. a jeszcze się pochwale, że po 10miesiącach w końcu zrobiłam to co chciałam i jestem dumna z siebie. wczoraj trochę wwck, ale tylko 3 rzeczy mi się spodobały, ogólnie to dzisiejsza moda mnie nie jara. dzisiaj na matmie mega zdziwienie, jak mi facet powiedział, że z testu mam maxa o.o myślałam, że sobie facet żartuje... no ale zawsze jakiś mały powód do radości. potem na którejś lekcji mieliśmy zdjęcia klasowe, super ._. na pewno walnęłam taką minę, z której Piotrek będzie śmiał się co najmniej tydzień ; D kij tam, wesoło będzie. niewesoła wiadomość od przyjaciele, no ale co, trzeba się dopasowywać... filmów naściągałam, mam co oglądać na ten tydzień. nie mogłam zasnąć, nie wiem czemu. mam nadzieję, że dzisiaj się wyśpię. w końcu wczoraj znalazłam płytkę, którą będę męczyć przez najbliższy okres, aż nauczę się wszystkich tekstów, a to lubię. w sumie powinnam się teraz troszkę pouczyć, jutro pewnie kartkóweczka z wosu? mrau.

sobota, 12 listopada 2011

w moich kręgach


i znowu jest mi ciężko. kuuuurde no! czuje się źle. wczorajsza wieczorna rozmowa była przełomowa. teraz czuję się jeszcze gorzej niż wcześniej, ale przynajmniej mam pełną świadomość co się dzieje. tak długo nie dałam do siebie dopuścić tej myśli. no i mam - szczera, krzywdząca prawda. ale szczera, to się liczy. jak cudnie byłoby uciec od tego smutku. ale trzeba stawić czoło faktom, potem będzie tylko lepiej. nie znoszę być sama.

weekend jak weekend - klimatyczny, chociaż i tak nie da rady zapomnieć o wszystkim.

żyję tylko i wyłącznie paktofoniką


dla ciebie to robię, uświadom to sobie,
na lenia w chorobie, wiem jak dogodzić tobie. 

środa, 9 listopada 2011

bo gdy zapomnisz bedziesz glupcem, widocznie tego Bog chce


a lubie to zdj jakos ; D
ajć wczoraj na matmie nie poszło mi za dobrze, że tak się wyraże, ale generalnie w szkole jest ok. ostatnio na polskim zacny test 'z krzyzakow' gdy tak naprawde jedno czy dwa cwiczenia serio trochę tyczyły sie lektury. no ale nasza pani od polskiego zawsze zadziwia ; D nie było tak źle, wypracowanie wyszło mi naprawdę długie, ale zdążyłam wszystko skończyć na chwilkę przed dzwonkiem. żal mi oczywiście, że nie wyszłam na długą przerwę, ale wolałam mieć pewność, że się wyrobię i dobrze, że zostałam pisać ten szajs, bo bym nie dała rady. kiedy piszę coś dłuższego zawsze czas mi szybko ucieka.
środa jakoś ujdzie. pozy pana od matematyki zawsze wymowne, kartk z histy, ale chyba z nia nie bedzie zle, sie zobaczy, na filharmonii sie posmielismy, ang nudny jak zawsze, no i wfy ._. yh, nie znosze wf. seriooo.

ucieka mi moj punkt odniesienia, cos we mnie sie powoli psuje i niestety wiem co. jak cudownie byłoby wyłączyć tą część mózgu, która nie daje spokojnie żyć i po prostu iść dalej swoja drogą.

przez ostatni czas zgłupiałam tak bardzo, że nie ogarniam. za dużo czasu spędzam z tymi czwórkami o.o

chyba powoli brakuje mi dobrych ksiazek.

poniedziałek, 7 listopada 2011

what's ur name, what's ur numer


poniedziałek, godz 11:27. nie, nie poszłam do szkoły ; D
weekend wywalony jak zawsze, no przecież. może trochę zdj, ale tylko parę, reszty lepiej nie upubliczniać ; D




jesienna depresja - coś w tym jest. zazwyczaj jesień i zima u mnie jest najgorszym okresem w roku. ok, nie tak, że jest jakoś źle czy coś, tylko chodzi o ogół. trzeba się odzwyczaić od paru osób, od ładnej pogody, trzeba się przyzwyczaić za to do nauki i różnych obowiązków, które wracają po wakacjach... to nie działa na mnie korzystnie. nie ogarniam jak ktoś może lubić te zmulone 6 miesięcy. ciągle narzekam na to samo, wiem. prawdopodobnie będę tak narzekać dopóki nie przydarzy mi się coś, co dużo pozmienia, jakoś nie zapowiada się na jakieś zmiany. nie ma tego złego co by gorszym być nie mogło ;) miło by było wrócić tak do dzieciństwa, kiedy największym problemem była zepsuta zabawka, albo, że ktoś w przedszkolu może mnie przerosnąć. nawet początek gimnazjum jest mi strasznie daleki. czuję dosłownie jakąś przepaść między mną 2 lata temu, a mną teraz. strasznie się pozmieniałam. nie wyobrażam sobie, że za 5-10lat mogłabym nie tego nie pamiętać co się teraz dzieje. to co się stało przez tą szkołę na zawsze mnie zmieniło, nowi ludzie, jakieś mądrości życiowe, zasady. nie, nigdy nie zapomnę.

wczoraj w nocy przypomniało mi się np, że na nodze mam słodką bliznę (której już prawie nie widać) po oparzeniu z lipca 2010 o.o zupełnie wypadło mi ono z głowy. wtedy trochę bolało i z każdym dniem bardziej się babrało, ale to nic w porównaniu z moim ówczesnym bólem, że nie mogłam z tym gównem jeździć nad jezioro ._. może obrzydzę komuś życie i pokaże jak to się mniej więcej prezentowało ; D


zupełnie zapomniałam też, że mam np przekuty pępek, a kiedyś tak się strasznie tym jarałam. wypadło mi z głowy, że mogłabym nosić jakieś łańcuszki, kolczyki, bransoletki. wgl jakakolwiek biżuteria przestała mnie dotyczyć ; D mam w domu od kija tego wszystkiego, ale wcale nie używam. hm, najwidoczniej jestem dziwna

muszę się pochwalić, że wczoraj przeszłam God of Wara 3 do końca. nic nie mnie tak nie satysfakcjonuje jak oglądanie napisów po skończonej grze. ogólnie przeszłam go w 2dni, tzn w dwie niedziele, bo w inne dni tygodnia nie było czasu, żeby pograć. gierka zajebista, serio wywalona w kosmos. twórcy się postarali, po prostu polecam. ;)




a teraz faza faza na Cypress Hill <3 oujeeeeeeeeeeeeej

czwartek, 3 listopada 2011

pierwszy piorytet obrany serca bitem


wczoraj odbyła się chyba pierwsza rozmowa, w której to ja słuchałam rad, a nie sama je dawałam. zazwyczaj to ja robię za pomoc. ok, nie jestem w potrzebie pierwszy raz i na pewno nie po raz ostatni, ale zawsze w większości radziłam sobie z problemem sama, tylko najwyżej rozważałam sugestie innych, ale w efekcie to samodzielnie wybierałam według mnie właściwą drogę. tym razem zostałam w kropce. może nie w pełnym tego słowa znaczeniu, bo są jakieś alternatywy, ale po uświadomieniu mi parę spraw przez mordeczkę zrozumiałam, że teraz nie mogę się dać pochłonąć temu chaosowi w mojej głowie, ale muszę się stosować do wskazówek mojego prywatnego mordeczkowego psychologa. przede mną ciężkie zadanie. szansa, że osiągnę cel jest znikoma, ale muszę się jej trzymać, choć niezbyt wierzę w zwycięstwo. wiem, że warunkiem powodzenia jest optymizm, jednak w tym przypadku to nie ma za bałdzo odniesienia do rzeczywistości, bo sprawa jest delikatna i przepełniona cząstką mnie i trzeba tą cząstkę zniszczyć. to wszystko traktuję jak jakąś bitwę czy coś, a tak naprawdę to odbędzie się tylko w moim umyśle. muszę zmienić nastawienie.

czwartek w szkole całkiem nieźle, wpadło parę dobrych ocen, boję się tylko, że jutro będzie odwrotnie, a to całkiem możliwe. no ale przynajmniej będzie piątek, nie obchodzi mnie żaden inny wątek, w ten dzień zaczyna się chillout'u początek.

środa, 2 listopada 2011

sierra leone


weekendy tak krótko mijają, a te całe dni robocze strasznie się dłużą. szkoła jest okropna, nauka, użeraranie się z większością nauczycieli, wstawanie rano, zakaz opuszczania budynku i przeludnienie na przerwach, nie cierpię. dalszą część wczorajszego wtorku poświęciłam na dokończenie trylogii władcy pierścieni (jak o tym nawet teraz pomyślę to gra mi w głowie główny motyw muzyczny czy coś z tego), trochę n a cmentarzach, trochę z czeską u braucia, no zleciało. jak wróciłam nie miałam czasu prawie na nic, szybko się spakowałam i wykąpałam i w końcu spać. taka jestem ostatnio wiecznie zmęczona... serio, jakieś osłabienie. no ale każdy zna to uczucie kiedy jest strasznie padnięty i kładzie się do łóżka. ulga. ja tak mam za każdym razem jak lecę ziuziu. no ale długo nie pośpię, bo późno zasypiam i rano trzeba wstać. milusio.

środa filmowo znów. (; 

______________________________________

to takie smutne, kiedy człowiek czeka na coś co nigdy nie nadejdzie. nie da rady po prostu tego puścić w niepamięć. w ogóle nie można sobie dać z tym spokoju. nigdy. dzień w dzień jest to samo. jedno niespełnione marzenie, tyle razy było blisko spełnienia go, ale za każdym razem nie wychodzi. już zawsze będzie mnie to prześladować, tak bardzo chce zapomnieć i po prostu pieprzyć to wszystko, bo innego sposobu raczej nie ma, a to dość dziwne.

przed chwilą przejrzałam parę postów z czerwca... kijowo się teraz czuje, no bo.... boże ale wtedy było zajebiście, o niebo lepiej od mojej dzisiejszej sytuacji. bardzo chciałabym wrócić do tamtych czasów, choć też nie były zupełnie idealne, to biją na głowę teraźniejsze wydarzenia ;(

wtorek, 1 listopada 2011

piąty element


ostatni dzień października był dobry (; od rana z Szlochą, pobawiliśmy się w kucharzy ; D hahah potem doszła Czeska z Arletą i wgl w parku się powygłupialiśmy troszkę ; D jest trochę zdjęć, ale mam tylko dwa i to ściągnięte z fb. mrau. wieczór spędziłam z Dziobem na oglądaniu władcy pierścieni ; D
ciężko uwierzyć, że nie ma października. nie ogarniam, ten czas tak leci... listopad - to słowo przynosi przykre wspomnienia. nie sądziłam, że kiedyś ten miesiąc znowu nadejdzie o.o dopiero teraz uświadomiłam sobie, że prawie wyrzuciłam go z pamięci. niesamowite co potrafi zrobić mój mózg, kiedy coś go zasmuca. hm, ciekawe. no ale jest przynajmniej zadanie na następne 30 dni - sprawić, że ten miesiąc będzie tak zajebisty, że zapomnę zupełnie o poprzednich listopadach. o taaaak ; D

nie przepadam za tym dzisiejszym świętem. tak miło odwiedzić zmarłych i wgl, ale cmentarze są zapełnione, jakąś szopkę z tego robią. odpuściłam sobie cmentarz w Chrostkowie, potem pojadę na Komunalny, a wieczorem przejdę się z Parówczakami na ten stary. ; D może powinnam się uczyć, ale jakoś nie czuję potrzeby. jak mi się zachce to potem wezmę się za historię.

jestem sama z muzyką, chwilo trwaj.

niedziela, 30 października 2011

choć za mną spełniony sen nie jeden częściej niż za ramię patrzę przed siebie


takie weekendy mogłyby być zawsze. wy za mnie, ja za was, tak to działa *; wyłączam jakieś głupie zamartwianie się, po prostu żyjemy tym co jest teraz. późno już, a ja jestem zmęczona, nie napiszę nic dłuższego, sorki.

sobota:




niedziela:



 < God Of War 33




Czeska załapała się na takich zdjęciach, których lepiej nie publikować może ; D haha ale warto wspomnieć o jej obecności *;

jutro też zapowiada się miło (; a teraz no nwm, czas spać? i tak nie zasnę

piątek, 28 października 2011

i give u everything u ever need


a u mnie? wszystko w porządku <3
dzisiejsze fotki:



 












no i samojebka musi być ; DD haha

dalej takie jakieś pierdółki, po części robiłam je, żeby Piotrka denerwować ; D