a wczoraj doszlam do cudownego wniosku, ze napisze cos o samotnosci poniewaz to calkiem dobry temat jest. bo to jest chyba jeden z tych moich jakis problemow. moze nie znaczy duzo, ale gdzies tam jest i czasami daje o sobie znac. samotnosc to taka straszna chwila, potrafi skruszyc najmocniejszy filar. to prawda. ja jakos to odczuwam w pewnym stopniu. takie niby nic, a jednak cos. ale i tak samotnosc odczuwa sie najbardziej kiedy chce sie z kims byc, a sie z tym kims nie jest.. wiem z doswiadczenia ;p mimo wszystkiego podobno sa sposoby zeby zapomniec, ale nigdy na mnie nie dzialaly. co ja mam z tym wracaniem do przeslosci to nwm... czas na ogarniecie sie, oj tak. czas - cholernie irytujace slowo. jak widze ta przestrzen czasu miedzy nami to nwm jak wytrzymam. w dodatku i tak nwm co z tego wyjdzie. czekanie czekanie czekanie.. ale musze byc cierpliwa, sama to sobie narzucilam..
co do dzisiejszej srody to jesl zle. ale nie ma tego zlego, co by gorszym byc nie moglo, zobaczymy co sie bedzie dzialo potem.. hm, test z matmy generalnie zawalony, niezapowiedziana kartkowka z historii tez, po wfie cala poobijana + rozcieta warga. fajnie ;x wcaale mnie nie boli glowa i jest niedobrze. plus jak to powiedzial zacny Tomek 'wygladam jakbym tydzien cpala' i wszyscy maja mnie w dupie. cudownie wprost
takie wesole niby, bo czemu nie