poniedziałek, 19 września 2011

mam to we krwi jak tlen / sun sun sun


zmieniłam wygląd tu (; na razie podoba mi się w miarę, tak siwo.

weekend udany ;) trochę z Piotrusiem, Maxem i Klaudią, trochę u Zuzi, trochę tu, trochę tam. zdjęcia się porobiło jak już pewnie wszyscy wiedzą :p generalnie to zajebiście mi się podobają i dziękuję wam c: komary mnie pogryzły.

a teraz mamy poniedziałek, no przez jakieś pół godz jeszcze ; D w szkole inaczej, gorzej. brakowało mi czegoś, a raczej kogoś... czułam się serio dziwnie, bardzoo. ale jutro tak nie będzie, mam nadzieje. co do samych lekcji to nie byłoby tragicznie gdyby nie chemia.. tylko dłużyło mi się wszystko strasznie. tzn bardziej niż zazwyczaj. jak wiem, że jeszcze 4 dni chodzenia do szkoły to z jednej str się cieszę, a z drugiej nie. w sumie to z paru stron nie ; D brakuje mi wakacji, bardzoo! ale jest też powód, by ich nie chcieć... skomplikowane. w każdym razie wracając do tematu dzisiejszego dnia to po szkole ogarnęłam trochę matmę, niby coś zjadłam, potem wyruszyłam do Piotrusia na chwilę z jedną rzeczą, potem do Mateusza po fotki no i do schorowanej Zuzi. potem wbili się jeszcze Tomek z drugą Zuzią i po powrocie na chatę komp. tak mijają dni. tylko żeby jeszcze ktoś się odezwał na dobranoc to by było dobrze ; D no ale mogę pomarzyć sobie.

moje myśli są skomplikowane coraz bardziej. miesza się. tak niby wiem co się dzieje, ale mam wrażenie, że cały czas decyzje są zmieniane. tak wiem, że nie potrafię się wczuć w nieswoje położenie, ale nie dostaję też szansy na zrozumienie wszystkiego, albo chociaż małej części ej... te małe niespodzianki nie zawsze są miłe...

dawno mi się nic nie śniło.