niedziela, 12 czerwca 2011

and i took his heart with

powoli staję się coraz bardziej uczuciowa. myślałam, że to przejmowanie się każdym ruchem drugiej osoby jest już dawno za mną, ale to chyba wraca... w dodatku z podwójną mocą... nie jestem pewna czy mam to lubić, bo wiem, że jest możliwość, że będzie mi ciężko. z resztą już jest, ale to w sumie i tak nic w porównaniu z tym, co mogłoby być... słabe zbicie mam generalnie. za bardzo się przywiązuję, za szybko i za mocno, kurde. w dodatku, że jestem przywiązana już długo. w życiu to chyba musi być bilans między wydarzeniami, które cieszą i które smucą. wielka szkoda, nie powiem, że nie..
często myślę o samotności. chyba wydaje mi się, że jestem w tym okresie wyjątkowo samotna. mogą mnie otaczać 54123 osoby, a i tak czuję się osamotniona. to nie jest dobre uczucie. chciałabym dostać jakiegoś zastrzyku radości, chciałabym, żeby ktoś poprawił mi humor. tak, mam na myśli kogoś konkretnego. ale nwm co mi z tego, że kala sobie napisze to gdzieś, skoro i tak nic to nie zmienia... znowu będę siedzieć i smutno rozmyślać, to chyba ostatnio pochłania najwięcej mojego czasu. dobrze czasami sobie popisać o sprawach, na które nie ma się wpływu, albo ma się ale praktycznie znikomy.
mam wrażenie, że trochę za dużo piszę, ktoś mógłby sobie ułożyć w głowie dziką historię i w to wierzyć, takich osób nie brakuje. ale w końcu skąd można mieć pewność, że to co piszę, to prawda? ;]

byłam dzisiaj tak sobie nad jeziorkiem na grillu, zrobiłam parę zdjęć. C:





a niech mordeczka M. się uśmiechnie, a nie. (;
siedzę i słucham DjBl3nda. nie przepadam za tym rodzajem muzyki, ale tak jakoś dzisiaj mam ochotę...