niedziela, 30 października 2011

choć za mną spełniony sen nie jeden częściej niż za ramię patrzę przed siebie


takie weekendy mogłyby być zawsze. wy za mnie, ja za was, tak to działa *; wyłączam jakieś głupie zamartwianie się, po prostu żyjemy tym co jest teraz. późno już, a ja jestem zmęczona, nie napiszę nic dłuższego, sorki.

sobota:




niedziela:



 < God Of War 33




Czeska załapała się na takich zdjęciach, których lepiej nie publikować może ; D haha ale warto wspomnieć o jej obecności *;

jutro też zapowiada się miło (; a teraz no nwm, czas spać? i tak nie zasnę

piątek, 28 października 2011

i give u everything u ever need


a u mnie? wszystko w porządku <3
dzisiejsze fotki:



 












no i samojebka musi być ; DD haha

dalej takie jakieś pierdółki, po części robiłam je, żeby Piotrka denerwować ; D
















czwartek, 27 października 2011

to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.

now i can face tomorrow

w nocy mnie olśniło, dotknął mnie mój wewnętrzny geniusz i myślę, że w życiu każdego następuje taki punkt zwrotny, który zmienia nastawienie do wszystkiego, to jest coś takiego, że nigdy tego nie zapomnisz i do końca życia to będzie na Ciebie oddziaływać. na każdą inną sprawę nie patrzysz już tak samo. co by się nie działo to i tak to w tobie siedzi, staje się twoją naturą. nawet nie musisz o tym myśleć, żeby o tym pamiętać. jeśli chodzi konkretnie o mnie, to pewne wydarzenia odwróciły cały mój świat do góry nogami inie miałam szansy się przed tym bronić, co więcej dążyłam do tego. chciałam takiej zmiany, przypadkowej zmiany, nie wiedząc jakie to ma konsekwencje. w sumie to może wcale nie był przypadek, tylko wszystko było już z góry ustalone? no przecież całkiem możliwe. nie wiedziałam wtedy w co się pakuję, że to na zawsze w pewnym stopniu mnie zmieni. nie sądziłam, że będę tak uzależniona. od niego.

nie pora na racjonalność, nie wychodzi mi postępowanie tak jak powinnam postępować. robię dokładnie to czego zabrania mi rozum i całkiem możliwe, że IQ mojego drugiego, gorszego mózgu, którego nie wiadomo czemu słucham jest ujemne, bo za dobrze nie wychodzę na jego decyzjach. cieszy mnie to, pytanie dlaczego.. ;)

a dziś humor gitesowy o.o dziwi mnie to jak nic. czyżby zaczynało być dobrze?

środa, 26 października 2011

rapowe katharsis


zabawne jak to się układa. nawet nie wiadomo czy można to nazwać układaniem się. hm, przynajmniej pojawiła się osoba, w której mogę mieć oparcie, choć na chwilę.

czas na serio wziąć się za siebie, ale nie mogę. to nawet nie jest zależne ode mnie. kurde! chcę, żeby wszystko było do końca ok. dzisiaj czuję się na pewno lepiej niż wczoraj, ale nie jestem do końca usatysfakcjonowana. chcę więcej uśmiechu, głupot i radości i to na razie przez długo, aż odreagowuję i stanę się poukładaną osobą od nowa. nawet jakbym miała stąd wyjeżdżać, to nic by to nie zmieniło, bo chodzi o to, że muszę być tu i teraz. czekam na rozwój wydarzeń z optymistycznym podejściem ;)

wczoraj długo wybierałam się do biedronki, bo mnie ludzie zagadywali na gg i siedzę już w butach i nie mogę się oderwać ; D jak już ogarnęłam kompa to wzięłam aparat w rękę, zaczęłam robić zdjęcia wszystkiemu wokół mnie, włączając w to moje nogi o.o hm, efekty wszystkiego może innym razem, Olga (za która tak bardzo bardzo tęsknię) powiedziała, że jak wstawię tu zdjęcie noguf to będzie git, to wstawiam ; D Olgo Kochana, podziwiaj moją podłogę

kijowa focia, ale no co ; D
mój blog, mogę wstawiać tu dowolne głupoty

wtorek, 25 października 2011

taki wiek zdarzeń nic z tym nie zrobisz, to ma sens bracie.

tak inaczej ;)

czekam aż się skończy ten tydzień, przeżyłam fizykę, przeżyłam chemię, jutro muszę przeżyć jeszcze historię, pojutrze geografię, a w piątek bezpieczeństwo i będzie luz. wypadałoby pouczyć się coś i chyba zaraz się za to wezmę. jeszcze potem na różaniec. wyszłabym na dwór, ale za zimno. nie mam zamiaru się nigdzie wychylać do weekendu. nie lubię zimna, a jeszcze bardziej nie lubię zimnego wiatru.

dziwnie mi. nie wiem co tak na mnie wpływa. wczoraj wieczorem złapał mnie taka chęć zrobienia czegoś dobrego, dla kogoś. może to przez te oscypki, co mama przywiozła o.o no nawet pamiątkowe zdj z kamerki walnęłam, takie tam oscypkowe

om nom nom


dzisiaj Parias, Hades i K44. <3

niedziela, 23 października 2011

love the way you lie


nie przepadam za niedzielami. zawsze jest dużo nauki na poniedziałek, ja np mam jutro sprawdzian z niemieckiego, może mnie zapytać z fizyki, z angielskiego i z matmy. we wtorek chemia, na której mnie nie było dłuuugo. ten tydzień będzie do dupy. przez ten cały weekend w ogóle się nie wyspałam, bo musiałam wstawać wcześnie, żeby wyjść z babci psem, bo ona wyjechała, a ktoś musiał się Czarkiem zajmować. ale Czarek równy psioook, co nie Piotruś ; D hahaha Czarek Czarek Czarek. tak generalnie, to ja nie wiem, czy on na pewno wabi się Czarek, ale dla mnie tak właśnie się zwie i nic tego nie zmieni. nawet jeśli jest suką, a raczej nie jest.

czas dziwnie mi leci. z jednej strony krótko, z drugiej długo. mam mieszany humor, bo raz się uśmiecham, a raz jestem smutna. każdy z mojego bliższego otoczenia mógłby to potwierdzić. w sumie to tylko ja dobrze wiem dlaczego, niektórzy mają tylko ogóle pojęcie. pieprzy mi się w głowie od tych myśli, wraca do mnie wszystko z podwojoną mocą, kiedy ja starałam się tak bardzo od tego odciąć. uczucia miały być ignorowane, aż same znikną. ale uderzyły we mnie jak tsunami, przygniotły mnie. a miało tak nie być. taką miałam nadzieję, że się ułoży. nie ma tego złego, co by gorszym być nie mogło. nie widzę szans na ratunek, bo  pomóc może tylko jeden człowiek, który nie pomoże. ironia losu, bo ile emocji może siedzieć w jednej osobie. -,-'

pofarbowałam włosy, kolor jest spoko, raz jaśniutki brązowy, raz blondzik, od światła zależy. mi się podoba (;




nie mogę się doczekać zimy, bo będę miała jesień z głowy i coraz bliżej wiosny. poza tym fajne są pierwsze dni kiedy jest tak dużo nieudeptanego śniegu, że ciężko przejść + ten dźwięk kiedy się po nim chodzi ; D ale 3 dni zimy i mam dość, potem chcę wiosnę, a najlepiej lato od razu. za wiosną też nie przepadam, bo taka jest dziwna. jest cieplej niż w zimę, a zimniej niż w lato. w sumie jest podobna do jesieni, tylko, że wszystko rozkwita, a w jesień odwrotnie. kurde, jakbyśmy nie mogli mieć kraju w innej szerokości geograficznej i codziennie po 20parę stopni ciepła, a w lato powyżej 30. świeciłabym bladym, tłustym cielskiem nad jeziorkiem i wywalone na wszystko. no przez jakiś niedługi czas wywalone -.-'

bardzo bym chciała iść do taty i obejrzeć jakiś film, pograć sobie w coś (w konkretne coś!), ale muszę się uczyć i do kościoła też trzeba się wybrać... weekendy powinny być dłuższe. chcę więcej wolnego, do świąt jakieś 2 miesiące. matko...

cały czas słucham dwóch piosenek Grubsona - M.P.S. i Właściwy Kurs